WYKŁAD INAUGURACYJNY (b. dlugie)

Autor: Łukasz A. Czyżewski 'Telkontar' <czyzewski_at_poczta.wp.pl>
Data: Mon, 10 Sep 2001 19:01:18 +0200

Witam po wielu dniach milczenia
- oto rozpoczyna swoje wykłady katedra
               antropologii kulturowej
Dzisiejszy temat brzmi:

Sądy a rzemiosło katowskie
w późnym średniowieczu
i Rzeczpospolitej szlacheckiej.

Dziś gdy poprosimy o opisanie kata - zwykle opis taki odpowiadać będzie wypracowanemu przez
lata stereotypowi. Dominuje w nim obraz przyodzianego w czerń lub czerwień dość muskularnego
osobnika w, obowiązkowo, długim kapturze z niewielkimi tylko otworami na oczy,
który dokonuje ścięcia głowy przy pomocy topora. Taka wizja wydaje się niemal
równie powszechna jak zakuty w stal zbroi płytowej rycerz czy gościnny kmieć piastowski.
Wizerunek ten traktowany jest jak spuścizna średniowiecza wraz z jego mitami,
legendami i konwencjami. W dużej mierze związana jest z niechęcią jaką ku
wykonawcom wyroków sądowych żywiono przez całe stulecia, i prawdopodobnie,
chęcią zmitologizowania samej sylwetki jak i odsunięcia od siebie świadomości,
 że i współcześnie istnieją ludzie parający się tym rzemiosłem. Obrzydzenie w stosunku
 do człowieka mającego krew na rękach, a zarazem fascynacja okrucieństwem i spektaklem
grozy odbywającym się na oczach żądnego sensacji tłumu sprawiły, że przez wieki
 narosło wokół rzemiosła katowskiego jak i samego kata wiele bredni i mitów nie mających
 wiele wspólnego z prawdą. Stąd też celowym wydaje się przypomnienie rzeczywistej
 funkcji jaką pełnił mistrz małodobry w społeczeństwie Polski doby późnego średniowiecza
 i Rzeczpospolitej szlacheckiej, zwyczajów z tym związanych a także samych stosunków na
 linii kat reszta społeczeństwa.

Początki rzemiosła katowskiego sięgają głęboko w czasy antyku, jednak na ziemie polskie
 dotarło ono wraz z recepcją lokacji miast na prawie niemieckim w XIII w. W tych to
 miastach ukształtował się on w swej najbardziej klasycznej formie. Wolny i niezależny
 sąd miejski potrzebował bowiem stałego funkcjonariusza egzekwującego jego decyzje. W
 dokumentach nazywano go excutor, lictor, carnifex, tortor. Był on niezbędnym
 elementem całej procedury sądowej nota bene działającym nadzwyczaj sprawnie w
 porównaniu chociażby do nowożytnych sądów grodzkich i ziemskich gdzie egzekucją
 postanowień zajmowali się, nad wyraz opieszale, starostowie i podstarości. Od
 początku XIII w. kolejne miasta uzyskiwały immunitety sądownicze (jeżeli ich nie
 zawierał sam akt lokacyjny, jak to miało miejsce np. w Toruniu) dotyczące możliwości
 karania przestępców w ściśle określony sposób. I tak: przywilejem z 1269 r. Wł. Łokietek
 nadał klasztorowi w Lądzie przywilej dla Lądka wieszania, ścinania, łamania kołem,
 oślepiania i okaleczania przestępców, w 1299 r. podobnym przywilejem obdarzył komesa Henryka,
 zaś prawo niemieckie obdarzało takimi prerogatywami również wójta czy sołtysa. Często
 o specjalne przywileje ubiegały się ośrodki już posiadające prawo niemieckie
  jak np. konfederacja miast Wlkpl.- Poznania, Gniezna, Pyzdr i Kalisza - której Łokietek
  nadał w 1298r. przywilej karania wszelkich schwytanych rabusiów bez względu na ich stan
  i pochodzenie - co miało znacznie ułatwić handel i uczynić trakty bezpieczniejszymi.
  W rok później rozszerzono ów przywilej na złodziei, rozbójników, morderców, świętokradców,
  gwałcicieli i innych. Dalszy rozwój tego przywileju objął w połowie XIV w. Wrocław
  a w niedługi czas potem podobne konfederacje zaczęły powstawać na całym Śląsku.
  Stan tej przyczynił się także w dużej mierze do zorganizowani i usystematyzowania
  sądów operujących prawe polskim - choć nigdy nie osiągnęły one takiej sprawności
  jak te oparte na prawie niemieckim działające choćby w Polsce. Stąd też znakomita
  część formuł jak i terminologii została zaadaptowana z prawa magdeburskiego w
  prawie polskim. W XVI w. liczne pisma prawnicze zwracały uwagę na wielkie znaczenie
  funkcji kata w wymiarze sprawiedliwości, wyraźnie jednak lokując go w systemie miejskim.
  Do samego końca swego funkcjonowania sądy prawa polskiego - szlacheckie (w tym grodzkie,
  miejskie dworskie i wiejskie) - nie powoływały swojego mistrza katowskiego, chętnie jednak
  korzystając z usług miejskich. Jak pisał Kitowicz a i inne pisma głównie księgi
  miejskie potwierdzają jeżeli usługa taka była konieczna wieziono wówczas
  oskarżonego do miasta lub też sprowadzano mistrza katowskiego. Funkcjonował
  cały system wypożyczania katów i ośrodków "klientalnych" w stosunku do tego,
  które owego mistrza posiadało. Same początki owej działalności nie
  zachowały się wiadomo jednak, dzięki odnotowanym a księgach miejskich opłatom
  tortoraliom wnoszonym przez zainteresowanych na rzecz miasta, że np. krakowski kat
  obsługiwał przynajmniej od 2/2 XIV w. Kazimierz i Kleparz, poznański w XVw.
  obsługiwał 19 a w XVI 33 ośrodki: Bnin, Buk, Chodzież, Chwaliszewo, Gniezno, Grodzisk,
  Kamionnę, Kiszkowo, Kłecko, Konin, Kostrzyń, Kórnik, Lwówek, Łekno, Miłosław,
  Mosinę, Nowe Miasto, Oborniki, Piłę, Pniewy, Pobiedziska, Pyzdry, Rogoźno, Sieraków,
  Słupcę, Śrem, Środę, Śródkę, Steszewo, Szamotuły, Wągrowiec, Wronki i Wrześnię, zaś
  toruński (w XVw.) - Chełmno i Środę Wlkpl. Widać więc jak wielkie było zapotrzebowanie
  ówczesnego wymiaru sprawiedliwości na usługi tego typu.

Niestety utrzymanie jak i wykształcenie mistrza katowskiego oraz warsztatu jego pracy
nie było najtańsze. Stąd też mogły sobie na niego pozwolić jedynie najbogatsze ośrodki
lub konfederacje kilku miast , zaś sam kat zobowiązany był do wykonywania różnych
 "hańbiących" usług w miastach, z których zarówno on jak i magistrat uzyskiwali
 wymierne korzyści. Mimo ostracyzmu społecznego sam rzemieślnik katowski był wynagradzany
 dobrze by nie rzec hojnie. Warto tu wymienić niektóre zachowane w księgach wypłaty
 odnoszące się do utrzymania mistrza i jego podstawowego fachu jakim było egzekwowanie
 postanowień sądowych. I tak:

W Kazimierzu katu na "gościnnych występach" zapłacono: w 1378 i 1386 r. tortori
równe 1 wiardunek ; zaś w 1387r stawka za spalenie złoczyńcy wzrosła do 13 groszy.
 W latach późniejszych stawki za wykonanie kary wyniosły 9 skojców (18gr) (w 1391),
 18gr i 2×12gr (1393), 1 wiardunek +2gr za pochowanie skazańca w 1399r., 1 wiardunek
 w 1400, 1wiardunek i 1/2marki za powieszenie z 1401.

W Krakowie odnotowano rubrykę tortori pierwszy raz w 1393 gdy stawka za egzekucję
wynosiła 10gr. W 1396r. wydatek tygodniowy określony jako heczloni - (tzn. hizel -
hycel) 12gr świadczy o tym, że kat pobierał już stałe wynagrodzenie (plus
ewentualne dodatki za egzekucje, "występy gościnne" i tortury), które wzrosło
niebawem w skutek inflacji do 15gr. Mamy też dane z 1405r o 8gr na delegację
kata na Kleparz a także pomniejsze naprawy sprzętu katowskiego. Stałe opłaty
 notowane są do 1414r. Z XV w. pochodzą natomiast odnotowane premie świąteczne
  -12gr na Wielkanoc i Boże Narodzenie. Kilkakrotnie spotykamy się również z
dodatkową zapłatę za pełnienie funkcji nadzorcy miejskiego więzienia.

Od momentu kiedy zaczęto wypłacać stałą pensję, kat musiał się zadowolić dodatkami
 jedynie za spalenia na stosie, reszta jego czynności profesjonalnych weszła
 bowiem w jej skład. Dodatki otrzymywał również na "delegację". Wszelkie naprawy
  pomieszczeń, narzędzi czy sprzętu katowskiego odnotowano są skrupulatnie - wykonane
  były na koszt miasta. I tak naprawy w domu kata w 1393 i 1397 (10marek 6 denarów;
  3 marki 19 denarów), szubienica naprawiana w 1395 i 1397 zaś miecz w 1396 i 1405.
  Kolejną sferą działalności kata przynajmniej od końca XIVw. była kontrola nad
  miejskim domem publicznym z którego to dochody prawdopodobnie mogły być dzielone
  z radą miasta. W wieku XVII i XVIII do tej długiej listy obowiązków dołączono również
   sprawowanie opieki medycznej wśród pospólstwa i plebsu.

Podczas gdy wymienione powyżej miasta ponosiły liczne koszta utrzymania mistrza
Poznaniowi przynosiło to w XVw. nawet dochody. Działo się tak za sprawą tortoraliów,
czyli opłat wnoszonych na rzecz miasta utrzymującego kata przez mniejsze ośrodki
za możliwość korzystania z jego usług. Stawka ta wynosiła 1/2 grzywny rocznie
(dla miasteczek blisko Poznania 12gr) plus wszelkie dodatkowe stawki za czynności
katowskie. Opłaty te przynosiły rocznie do 3 grzywien dochodu miastu nie licząc
zysków kata. Podstawą jego wynagrodzenia w tym ośrodku była pensja (nad wyraz niska
w porównaniu z Krakowską) od 8gr (1493) do 15 gr (1549) zaś dodatki otrzymywał tylko
 za pochówek ściętego czy spalenie na stosie i być może za pracę "na delegacji", z tym
że płacił mu wówczas zleceniodawca. Oczywiście miasto pokrywało także wszelkie koszty
utrzymania mieszkania kata, domu publicznego czy więzienia. W Poznaniu kat dzieli obowiązki
 dozoru lunaparu z katową. Warto zwrócić uwagę, że odnotowuje się tu także wynagrodzenie
dla czeladnika tzw. Subtortori - katowczyka.

Najlepiej zachowane i najdokładniejsze są jednak księgi rachunkowe Lublina z XVIw, które
dają nam dość pełny obraz tamtego mistrza małodobrego . Otrzymywał on z kasy uposażenie
tygodniowe (10gr 1/2 XVIw.), stawki za poszczególne czynności dochodzeniowe i egzekucyjne
(zakup narzędzi, organizacja egzekucji, transport skazanego, oraz ekstra dodatki za
 egzekucje (na rękę) - powieszenie 12gr, spalenie 24gr, ścięcie 1 floren, ćwiartowanie
 2 floreny 12gr), opłaty za czynności porządkowe i dodatkowe - nieregularne wchodziły
 obok dozoru miejskich domów publicznych w zakres raczej bezpłatnych obowiązków (wywożenie
 nieczystości, wypędzanie świń z miasta -1gr za 1szt., oczyszczanie ulic ze ścierwa). Także
tutaj refundowano katu wszelkie roboty w domu, koszt przeprowadzki (np. z Sandomierza),
delegacji, pochówku i pogrzebu mistrza jak i jego leczenia. Także otrzymywał on
jednorazowe premie na Boże Narodzenie Wielkanoc oraz z okazji urodzenia
dziecka przez katową.

W Toruniu tymczasem w zakres obowiązków jego wchodziło: torturowanie osób podejrzanych,
egzekucje wyroków, rakarstwo i oczyszczanie miasta. Jednak sam mistrz wykonywał jedynie
ścięcie, łamanie kołem i spalenie na stosie a to 1600r. odczytywał także wyroki. Pozostałe
czynności jak wypędzenie z miasta, kary cielesne i hańbiące (nawet kata) wykonywali pomocnicy,
czeladnicy zwani hyclami, butlami, rakarzami, szargarzami, łupieżami . Każda z tych czynności
była osobno opłacana ( jednak żaden z autorów nie podaje stawek).

W zamian za objęcie wykluczonego poza nawias społeczeństwa urzędu kat otrzymywał również
pewne przywileje, które choć nie zawsze zapisane były respektowane jako prawo zwyczajowe.
W ich ramach miasto zapewniało mieszkanie dla kata z rodziną zwolnione od wszelkich opłat.
Zwykle była to baszta obwodzie muru miejskiego (Poznań, Kraków - u wylotu ul. Św. Marka
(d. Rogackiej)) lub dom miedzy murami czy też w ich bliskim sąsiedztwie często niedaleko
więzienia (Wschowa). Często także otrzymywał zwyczajowo rozliczenie w gotowiźnie . Nowy kat
 otrzymywał jednorazową zapomogę na zasiedliny. Ponadto np. Kat paryski otrzymywał rocznie
 5 łokci czarnego sukna na ubiór. Stary mistrz przechodzący w stan spoczynku "za obopólną
  zgodą" miał zapewnioną możliwość wykonywania niewielkich prac zarobkowych dla miast.
  Także rodzina kata otrzymywała niewielkie prezent od miasta z okazji urodzin, chrzcin
  czy innych wydarzeń rodzinnych. W sumie więc był on człowiekiem dość zamożnym.
  Jego dochód w XIV wieku przekraczał 20-30 grzywien (przy darmowym mieszkaniu czasem
  ubiorze innych dodatkowych świadczeniach) a w XVIw. mógł dojść nawet do dwukrotności
  tej sumy.

Taki system obowiązków i przywilejów katowskich był typowy nie tylko dla Polski, ale
i dla całej Europy. Wpisany w lokacyjne prawo niemieckie przywilej wolnego sądzenia
wykreował pomocnika wymiaru sprawiedliwości jakim stał się oprawca-kat. Warto zatem
zwrócić baczniejszą uwagę na to kim ów człowiek był i jak wykonywał
swe podstawowe rzemiosło.

Naczelnym zadaniem kata było torturowanie podejrzanych i wykonywanie wyroków .
Element tortury jako podstawowej metody wydobywania zeznań został zdaniem historyków
niemieckich (O. Benekego i W. Danckerta) zapożyczony w XII w. do sądownictwa pod
wpływem prawa rzymskiego. Właśnie ta część obowiązków miała zaciążyć nad wizerunkiem
kata i niechęcią jaką otaczało go społeczeństwo. Do Polski ten element dotarł zapewne
wraz z upowszechnieniem się prawa niemieckiego, jednak pierwsze zapisy pochodzą
dopiero z XV w. Stosunkowo niewielka ilość zapisów z takich procesów może świadczyć
o niekompletności źródeł, lub też o względnej łagodności sądów, które na tortury
skazywały jedynie zatwardziałych zbrodniarzy. Sytuację zwłaszcza poza Polską
diametralnie zmieniło ogłoszenie przez sejm Rzeszy w 1532r. Constitutio Criminalis
Carolina, których większość odnosiła się do procesu karnego, dając pierwszeństwo
postępowaniu inkwizycyjnemu i dopuszczając szerokie stosowanie tortur. Mógł owemu
prawu podlegać każdy oskarżony jeśli tylko sędzia uznał dowody niewinności za
niewystarczające. W Polsce przepisy owe przerobione przez Bartłomieja Groickiego w
1559r. uznawały m.in. ziemskie i grodzkie sądy Litwy. Tymczasem w Koronie mimo prób
 przeprowadzenia podobnej uchwały nigdy do tego nie doszło . Co istotniejsze prawo
 stosowało się właściwie tylko to łyków i chamstwa, gdyż herbowi by móc zostać
 skazani na tortury musieli być wcześniej przynajmniej 3 razy posądzeni w innych
 sprawach przez innego szlachcica (posadzenieprzez plebejusza nie miało żadnej wagi).
 Tak więc krąg potencjalnych skazanych w Polsce nieco się zawężał. W praktyce
 oznaczało to, że sam instytucja tortury działała tylko w obrębie miast i nawet
 jeżeli już doszło do zastosowania tego typu metod w sądzie na prawie polskim to
 skazany był transportowany do najbliższego miast "pryncypialnych " gdzie jak
 podaje Kitowicz pod ratuszem znajdowała się piwnica - izba tortur zwana
 ze staropolska "męczennicą". Często izba taka (bez okien) znajdowała się
 też w wiezieniu miejskim a niekiedy wyposażona była w podwyższone okratowane
 miejsce dla ławy. W izbie tej znajdowały się wszelkie niezbędne katu w
 prowadzeniu badaniu narzędzia począwszy od haków i kółkami
 w ścianach i suficie, poprzez wszelkiego rodzaju szczypce, skończywszy na
 palach, kołkach, palenisku itp. Precyzyjne przepisy w kwestii dostosowania
 kar do oskarżenia występowały w odmianie lokalnej albo w swoistych podręcznikach dla
 prowadzących badanie.

W Polsce procedury śledcze odbywały się w następujący sposób. Mistrz rozpoczynał
swoją pracę po wejściu ławy i wprowadzeniu oskarżonego do izby. Brał on czynny
udział w procesie sądzenia zadając pytania w kierując do określonego rezultatu -
przyznania się obwinionego. Na wstępie oprowadzał oskarżonego po izbie
wyjaśniając działanie poszczególnych narzędzi - bywało bowiem, iż w ten sposób,
skłoniwszy do mówienia, mistrz oszczędzał pracy sobie i sędziom. Jeżeli to nie
pomogło skazanego rozbierano do naga, golono i przeszukiwano w celu wykrycia amuletów
mających uodpornić go na ból (niekiedy dokonywano tego po pierwszej serii tortur).
Jeżeli badaniu poddawano czarownicę ławnicy (unikając jakiegokolwiek kontaktu cielesnego)
siadali tyłem do izby, raczyli się dla odwagi gorzałką (by nie rzuciła ona "złego
spojrzenia"), brzegi ławy namaszczano świętym olejem, zaś kat bił ją otwartą dłonią lub
pięścią w twarz - do krwi co miało pozbawić ją części mocy ,po czym zakładano jej
opaską na oczy lub kaptur . Po tym wstępie rozpoczynało się zasadnicze przesłuchanie.
Sama idea tortury polegała na umiejętnej gradacji bólu czynionej za pomocą nie
innych czy bardziej wyrafinowanych środków a stałego powtarzania tych samych
zabiegów. W XVI w. w Polsce w użyciu powszechnym były właściwie dwie techniki
ciągnienie i przypalanie. Które można było stosować po trzykroć na przemian.
Ciągnienie powszechne też w Europie polegało na umieszczeniu oskarżonego na stołku
pośrodku izby, gdzie wiązano mu z tyłu ręce. Następnie przewlekając przez więzy
i hak u sklepienia sznur, kat (w 2 i 3 trakcie z pomocnikami) wyłamywał ofierze
ramiona ze stawów doprowadzając do zawiśnięcia. Aby cierpienia wzmocnić wiszącemu
obciążano nogi lub przypalano go, czyli rozciągniętemu na desce szarpano boki
i inne szczególnie bolesne miejsca rozżarzonymi szczypcami bądź "boczki przypiekano".
Rzadko zdarzało się by po 3 takich seansach (tzw. traktach) ktokolwiek miał siłę
odwoływać zaznanie przez sądem. Jeżeli jednak do tego doszło często w aktach pojawia
się oskarżenie kolejne - winny czarów. Wówczas praktyka była jak wobec
czarownic stosowana (jak to B. Groicki i K. Koranyi podają). Kat miał jedynie
utrzymać skazanego przy życiu i wydobyć "dobrowolne" przyznanie się do winy, które
mogło być potwierdzone na sali sądowej. Oczywiście zdarzały się wcale nie rzadkie
przypadki pomyłki sądowej lub zajścia oskarżonego przed wyrokiem. Wówczas mamy notatki
o wydatkach na kata, pochówek czy zmarnowane na podtrzymanie przy życiu oskarżonego
wyroby. Wszyscy poza katem przebywali w izbie jedynie urzędowo, zaś tylko jego z racji
czynności prowadzonych bezpośrednio dotykała infamia. Przenosiła się ona także na
wszystkich z którymi się stykał. Tę kwestię szerzej przedstawię później. Dla Polski
nie ma poświadczeń źródłowych o obowiązku używania w zabiegach rękawic co było
powszechną praktyka katów niemieckich już od XIV w. Pośród innych kar nie tak
częstych, stosowanych zwykle po opisanych wyżej zabiegach, na uwagę
zasługują tzw. hiszpańskie buty, rygiel i wszelkiej maści
zgniatacze (szczególnie popularne w XVII i XVIII w.) niszczące ofierze
kolejne kości i stawy. Jeżeli i tego było mało ofiarę rozciągano wyrywając
wszystkie kończyny zestawów kładąc ja na "jeża" z żelaznych bratnali. Bardzo
rzadko (z powodu wielkiej śmiertelności oskarżonych) stosowano też darcie
pasów, czyli odrywanie hakami kwadratu skóry na plecach. Równie
rzadko stosowano tortury uniemożliwiające złożenie późniejsze zeznań, czyli
duszenie garotą, lanie wrzącego oleju czy płynnego ołowiu w gardło ofiary.
W Polsce nie odnotowano natomiast powszechnej w pn. Włoszech tortury bezsenności
zwanej cavaletto. Ofiara sadzana na wysokim trójnogu była przywiązywana pasami
i linami do ścian i sufitu. Po kilkudziesięciu godzinach napuchłe ciało przecinane
było przez mocne więzy lub następowało zatrzymanie krążenia
krwi i zajście oskarżonego.

Tortury w tej formie jak przytoczona powyżej traktowano niekiedy jako
wstępny etap kary. Noszą one w tej postaci wszelkie znamiona zemsty,
zaś poświadczone "zmiękczanie" oskarżonych samym widokiem narzędzi
jest tego dobitnym dowodem. Jednak juryści w Polsce szczególnie uczulali
sędziów by nie czynili tego bez uzasadnionej przyczyny.

Jak można zauważyć większość faktów przytoczonych powyżej pochodzi z wieku XVI
i późniejszych. Nie jest to bynajmniej związane tylko z brakiem źródeł, czy intencją
historyków. Przedstawia to obraz sądownictwa, które bynajmniej po wiekach średnich
nie stało się mniej okrutne. Co więcej okres wojen religijnych - reformacja i
kontrreformacja znakomicie sprzyjały rozwojowi tegoż aparatu. Nie przypadkowo również
najwymyślniejsze narzędzia tortur pochodzą z XVII i XVIII wieku, szczególnie z rejonu
pogranicza Austrii, Włoch i Niemiec.

O ile postępowanie w procesie sądowym było tajne o
tyle wymierzenie sprawiedliwości należało do elementów publicznych. W założeniach
miało być świadectwem i przykładem - ucieleśnienie zasad prawa działającego w
społeczności. Spektakl ten kreował kata tak na co dzień pogardzanego na karzącą dłoń
sprawiedliwości zatem głównego aktora tegoż spektaklu. Prawo miejskie przewidywało
3 możliwe rodzaje kary możliwe do egzekucji przez kata: wyświecanie (będące skutkiem
wyroku banicji), kary cielesne i tzw. Kary gardłowe.

Wyświecanie odbywało się przez wyprowadzenie przez
kata (Kraków, Poznań) lub jego pomocników (Toruń) skazanego za mury miejskie
(połączone z biczowaniem) z wiązką słomy w garści, którą następnie spalano.
Oprawca w tradycyjnej formule przestrzegał przed powrotem do miasta. Trzeba zaznaczyć
iż taka procedura miała dla ówczesnego społeczeństwa wielka wagę. Człowiek bowiem
wyrzucony poza nawias hierarchicznego systemu w którym całe życie funkcjonował skazywany
był na swoisty niebyt - przejście za limes murów. Prawo to było z całą surowością
przestrzegane i powrót często kończył się daniem gardła. Czasem ten rodzaj kary był
zasądzany miast śmierci na szczególne polecenie uprawnionych do tego osób.

Kary cielesne w tym chłosta i obcinanie włosów oraz kary okaleczające (obcinanie
członków, piętnowanie itp.) wymierzane były zależnie od miasta przez kata lub
jego pomocników, zwykle przy pręgierzu miejskim. Wówczas miały znamiona hańby. Jeżeli
zwłaszcza w stosunku do chłosty odbywała się ona w ratuszowej piwnicy i
dokonywane była przez woźnego wówczas o żadnej hańbie nie było mowy.
Np. w Toruniu pierwotnie drewniany pręgierz (z 1455 (określany również
jako kak, staupsaule ) zastąpiony w 1685r. kamiennym - zburzonym
w 1746r.) miał formę sześciokątnego słupa zwieńczonego z figurą kata trzymającego
rózgę. Umieszczony był w S-E rogu rynku (pod Kopernikiem). Narzędzia do wykonywania
tej kary (miotła rózga, rabant/nussbaum/biacz-gruba na kciuk lina) stanowiły obok
katowskiego miecza symbol profesji. Okaleczenia (piętnowanie, obcinanie uszu i
rąk) zdarzały się stosunkowo rzadko i ich ilość
malała wraz z upowszechnianiem się tortur.

Dużo większą różnorodnością co do sposobu i
miejsca kaźni odznaczały się kary gardłowe. Tu zwykle egzekucji
dokonywano pod pręgierzem (początkowo w Toruniu) lub też w specjalnie
wyznaczonych miejscach poza murami miasta jak np. na tzw. Wiesiołkach
(wydmy przy św. Józefa) w Toruniu. Spośród sposobów uśmiercania
wymienić należy zwykle wieszanie, ścinanie, i kwalifikowane łamanie
kołem, topienie, zakopanie żywcem oraz spalenie na stosie (b.rzadkie) i ćwiartowanie.
W Gdańsku podpalaczy czarownice palono, złodziejki, wielokrotnych
cudzołożników i oszustów topiono , złodziei wieszano. W Tczewie i Krakowie
złodziei wieszano. W Toruniu bigamistki zakopywano żywcem (także
topiono w Wiśle i wieszano na Wiesiołkach). Jednak najpowszechniejsza w zastosowaniu
była "honorowa" kara ścięcia. Często stosowano ją w ramach prawa łaski dla
skazanych na cięższe kary, np. zamiast poczwórnego powieszenia z poćwiartowaniem.

Do czynności tych służyły określone narzędzia. I tak:
-ścinano zawsze mieczem, (tylko we Wrocławiu w przypadku podlejszej kondycji
można było użyc topora) katowskim (dł 80-150 cm zaokrąglony sztych na klindze
pod jelcem wyryta szubienica i inne znaki katowskie - dostępność b. duża - każdy
cechowy mistrz musiał wykonać 3 miecze w tym 1 katowski- narzędzi było w bród.)
zwykle na rynku na czerwonym suknie - co znaczniejszych; udany cios to sprawdzian
umiejętności mistrza czasem - b. rzadko dawano poprawić cios;

-topora używano jedynie przy ćwiartowaniu,

-szubienice miały b. różną konstrukcję: we Wrocławiu 2 kondygnacje, i kondygnacja
na kamiennym walcu z zapadnią wznosił ją zwykle kat
z pomocnikami, choć czasem (Gdańsk XVIIw.) przybierało to formę
rytuału w którym uczestniczyły wszystkie cechy miasta. Lokacje:
Kraków na Pędzichowie, Poznań nad Wartą na przeciwko Dominikanów
potem na pd od bramy wrocławskiej, Toruń na Wiesiołkach; powieszony dyndał
zwykle do następnego wieszania; wzgórza te miały zła sławę; jeśli skazany
się urwał, często linczowano kata a ofiara zostawała katem;

-łamanie kołem dębowym dla zdrajców stanu na 2 sposoby: zrzucano
kilkakrotnie koło na skazanego; kat łamał mu kończyny i przeplatał przez szprychy,

Często w karze chodziło nie tylko o uśmiercenie ale i pozbawienie skazanego ludzkich
kształtów co miało wymiar symboliczny - stąd wiszenie na szubienicy, rozrywanie
ściętego czy powieszonego. Typowo polską czy raczej wsch.-europejską karą było
szczególnie XVI/XVII nabijanie na pal. Wielość kar i ich możliwe zastosowanie
miało dać odstręczający przykład i ostrzeżenie czym grozi brak
poszanowania dla prawa. Takim odstręczającym spektaklem było np.
skazanie w 1455r. 72 spiskujących z Krzyżakami straconych w Toruniu
przez 8 katów. Uwidocznić miało to również kunszt mistrza katowskiego
być dowodem jego sprawności zawodowej.

Późniejszy pogrzeb ofiary również leżał w obowiązkach katowskich.
Liczne też są zapiski o nieuczciwych, niefachowych lub też przekupnych
katach - co samo w sobie nie jest zjawiskiem aż tak dziwnym, choć
odbiega od prawniczej wizji egzekutora sprawiedliwości. Z takimi
jednak katami bardzo szybko rozprawiało się pospólstwo, które linczowała
niewprawnych lub przekupnych oprawców. Sami zaś kaci także wzbraniali
się niekiedy od wykonania niesłusznego wyroku zwłaszcza na osobie niewinnej .

Jak widać wiele było powodów dla których kat mógł zostać skazany na
ostracyzm społeczny. Jednak by całkowicie zrozumieć to zjawisko trzeba
przyjrzeć się bliżej samej osobie kata, tego kim był i jak był
traktowany w społeczeństwie.

Najistotniejszym pytaniem wobec przytoczonych powyżej faktów staje się pytanie
skąd brali się ludzie wykonujący tak niepopularny zawód. Faktem niezbitym jest
jego dochodowość. Jednak skutki publicznej infamii są dla człowieka tamtych
czasów niezmiernie dotkliwe i praktycznie żadne zyski materialne nie są w
stanie ich zrównoważyć. Nie da się ukryć, że zdecydowaną większość stanowili
w tym rzemiośle ludzie stanu bardzo niskiego, czasem wprost z gościńca lub
staranni wyselekcjonowani z pośród oczekujących wyroku. Ci ostatni w zamian
za ułaskawienie godzili się zostać miejskimi oprawcami zaś miasto posyłało
ich na naukę. Ta ostatnia grupa stała się również przyczyną jednego z wielu
powodów tak złej opinii o mistrzach katowskich. Zdarzają się bowiem i
to nierzadko zapisy sądowe ze spraw w których oskarżonym o napaść,
zbrojne najście domu kupieckiego rabunek czy morderstwo był kat
miejski. Z jednej strony mogło być to skutkiem ciągłego przystawanie z
takim środowiskiem z racji obowiązków zawodowych. Z drugiej zaś strony
mogło być to skutkiem wykluczenia poza nawias społeczny. O publicznej
infamii otaczającej wykonawcę wyroków wspominałem kilkakrotnie
w tej pracy. Przyszła pora by kwestię tę sprecyzować. Początkowo lista
profesji nieczystych, przynoszące ujmę porządnemu obywatelowi była znacznie
dłuższa i często wchodziły do niej bardzo dochodowe zawody.
Należeli do niej bowiem oprócz katów, obracający pieniędzmi kupcy
i lichwiarze, wszyscy stykający się z krwią - rzeźnicy, hycle czy brudem -
grabarze, czyściciele ulic oraz handlujące ciałem - prostytutki i słowem - prawnicy.
 Większość ludzi tych profesji stale bogacąc się i wzrastając w znaczenie w mieście
 stała się poważanymi i wręcz pożądanymi jego mieszkańcami. Część grup jednak została
 zepchnięta niemal na samo dno drabiny społecznej i choć niezbędne, dobrze płatne
 nie uzyskały takiego poważania jak kupcy czy prawnicy. Do takich należał też
 mistrz katowski. Z racji swej "nieczystości" - mordował przecież , tyle że w
 majestacie prawa - musiał w/g praw miejskich odznaczać się specjalnym
 ubiorem tak by ludzie, którzy z nim nie chcą się zetknąć nie
 musieli tego czynić. Bynajmniej nie był to osławiony kaptur z otworami
 na oczy. Tym niemniej dominowała w jego ubiorze czerń i czerwień. We Wrocławiu
 nosił on naszytą na płaszczu literę H, w Krakowie zaś 3pasy materiału
 barwy zielonej, czerwonej i białej. Mieszkał właściwie poza miastem bo
 w baszcie lub między murami. W kościele otrzymywał osobne miejsce, w
 Toruniu miał prawo raz w roku do spowiedzi u dominikanów, zaś wstęp
 do gospody miał zabroniony. Zresztą nawet gdyby to uczynił
 i tak żaden z mistrzów cechowych ni z ich uczniów do niego nie
 przysiadłby się. Groziło to bowiem wykluczeniem z bractwa cechowego co
 potwierdzają liczne ich statuty. Stąd zazwyczaj krąg znajomych mistrza małodobrego
 ograniczał się zaledwie do hycla i grabarza - o ile kat sam nie pełnił tej
 pierwszej funkcji. Ponadto każdy ośrodek wyznaczał własne
 płaszczyzny owego wykluczenia.

Choć kaci byli mistrzami rzemiosła nigdy nie stworzyli zwartej organizacji cechowej czy
gildii. Jedynymi formami organizacji jakie spotykamy są klanowe rodziny
katowskie w północnej Francji i Niemczech. W ten sposób każda z
rodzin "opiekowała" się jednym ośrodkiem zaś "haniebne" rzemiosło przechodziło
z ojca na syna pozostając w ściśle określonej grupie ludzi. Jednostka należąca
do takiej rodziny nie miała praktycznie wyboru kariery innej niż katowska bowiem
z samego urodzenia okryta była niesławą. Ponadto miała rozliczne koligacje z
innymi ośrodkami i nawet w przypadku śmierci bez syna, funkcja pozostawała
najbliższej rodzinie jak np. W Ulm gdzie Neherowie po 115 latach przekazali
urząd szwagrowi ze Strassburga. Tymczasem w Polsce nie mamy jakichkolwiek śladów
podobnej organizacji. Często sprowadzano do nas mistrzów z Niemiec lub
oferowano posadę katowczykowi przyuczającemu się do zawodu u jednego z katów.
Pod tym względem system kształcenia rzemieślnika pozostał w tej profesji zachowany.

Kata od zawsze otaczał strach, niechęć czy wręcz wrogość. Ten wedle teorii symbol
sprawiedliwości potężnej, sprawnej, bezlitosnej i bezstronnej budził głównie
odrazę i nienawiść choć nie można mu odmówić odium niezwykłości zwłaszcza przy
wykonywaniu swych podstawowych obowiązków. Był też właściwie jedynym, który
odpowiadał za niesprawiedliwy wyrok. Jako, że kara śmierci miała w sobie
element losowości kat mógł ją wykonać tylko raz. Jeśli zabieg się nie udał
oznaczało to, że skazany jest niewinny, zaś kat mógł cała sprawę przypłacić
gardłem jeżeli próbował by cios czy egzekucję powtórzyć.

Jedynie ludzie z najniższych warstw społecznych nie mieli oporów w kontaktach
z katem a i niekiedy korzystali z usług dodatkowych świadczonych przez niego. Powszechnie
był on bowiem dostarczycielem "magicznych" ingrediencji, niekiedy zajmował się też leczeniem
biednych i ludzi niższego stanu szczególnie u początków rzemiosła lepiej
znając anatomię ludzką niż niejeden medyk. Choć każdy starał się omijać
mistrza dużym łukiem wielu szynkarzy czy producentów wszelakich driakwi płaciło
wcale niemałe sumy za części ciał wisielców czy obdarzone specyficznymi mocami zioła
rosnące w cieszących się złą sławą miejscach do których kat miał dostęp. Wpisywało
to kata w szereg tych, z którymi spotykał się w izbie tortur - władającymi
czarną magią. Choć co widać powyżej zjawisko infamii było samorzutnie przez
potrzeby społeczne w niektórych sferach ograniczane. Otwartą kwestią pozostaje
obywatelstwo miejskie kata, choć należy przychylić się do twierdzeń,
że było ono znacznie ograniczone. Także przywileje były raczej domeną katowskich
rodzin na zachodzie. W Polsce był on w dużej mierze tylko niższym funkcjonariuszem
wymiaru sprawiedliwości. Nigdy bowiem mimo względnie dobrych warunków
materialnych nie miał on szans na awans społeczny jaki był możliwy,
np. w Niemczech, gdzie lokalnie za określoną liczbę ścięć nadano mu nawet
szlachectwo. O specjalnych premiach we Francji wspominano już przy zarobkach
katowskich. Sytuację tą historycy wiążą z monopolizmem klanowym we
Francji i przebrzmiałą estymą profesji jaką był darzony kat
w Niemczech . Wracając jeszcze raz do kwestii infamii. W XVI w. juryści polscy
zwracali uwagę na ten problem, przestrzegali bowiem by kata
nie potępiać za czyny, których dokonuje na mocy rozporządzeń
sędziów. Wykazywali oni jawną sprzeczność między potrzebą istnienia samego
urzędu, której nikt nie przeczył, a fakt iż on sam narażony jest przez to na
ostracyzm społeczny, przy, można to powiedzieć, akceptacji ekonomiczno-prawnej
funkcji które spełniał.

Zbierając wszystkie wymienione powyżej fakty trzeba zaznaczyć, iż obraz
rzemiosła katowskiego rysuje się w sposób niejasny i niejednoznaczny. Pewne
cechy charakterystyczne dla całej Europy doczekały się ogólnych opracowań
podobnych dla większości krajów. Brakuje jednak kompleksowej próby porównania
dziejów arcyciekawej kwestii jaką jest, z punktu widzenia
nauk społecznych, stosunek kata-infamisa i społeczeństwa, ich
wzajemnych zależności w odniesieniu do całej Europy. Niezwykle specjalistyczne
opracowania ograniczają się bowiem tak terytorialnie jak i czasowo. Dlatego
słusznym wydaje mi się postulat pracy nad monografią/sytezą dziejów rzemiosła
katowskiego w Europie zbierającego dotychczasowe opracowania i wyciągającego
z nich ogóle wnioski co to funkcjonowania społeczeństwa późnego średniowiecza
i czasów nowożytnych. Prawdziwy obraz kata okazał się
bowiem odmienny i znacznie ciekawszy niż można by przypuszczać
bazując na społecznie nośnych wizjach literackich i stereotypach.

Bibliografia
1) Bardach J., Historia państwa i prawa Polski, t.I, Warszawa 1965.
2) Caillois R., Socjologia kata, [w:] Żywioł i ład, Warszawa 1973.
3) Góralski Z., Urzędy i godności w dawnej Polsce, Warszawa 1983.
4) Kamińska K., Sądownictwo miasta Torunia do połowy XVII w. na tle ustroju sądów niektórych miast Niemiec i Polski, Warszawa 1980.
5) Kamińska K., Lokacje miast na prawie magdeburskim na ziemiach polskich do 1370r. (Studium historycznoprawne) , Toruń 1990.
6) Kitowicz J., Opis obyczaju za panowania Augusta III, Warszawa 1985.
7) Komuda J.L., Kat i jego warsztat pracy, (maszynopis-autora)
8) Łaszewski R., Wymiar sprawiedliwości we wsiach województwa chełmińskiego w XVII i XVIII wieku. Organizacja sądownictwa i postępownie sądowe, Toruń 1974.
9) Zaremska H., Niegodne rzemiosło. Kat w społeczeństwie Polski XIV-XVI w., Warszawa 1986.
10) Zdrójkowski Z., "Praktyka kryminalna" Jakuba Czechowicza, Toruń 1949.
11) Zielińskia-Melkowska K., Pierwotny i odnowiony przywilej chełmiński (1233 i 1251 r.), Toruń 1984.

  

Live long and prosper

-- 
Łukasz 'Telkontar' Czyżewski
Code blue         USS Cpernicus
Starfleet Academy
czyzewski_at_poczta.wp.pl         +48-(602)-868-278
--
Received on pon 10 wrz 2001 - 19:03:20 CEST

To archiwum zostało wygenerowane przez hypermail 2.2.0 : nie 24 cze 2007 - 06:35:17 CEST